KIESZEŃ ŚWIATŁA
niosę poranek w kieszeni płaszcza,
ale przecieka przez podszewkę
na chodniku zostają plamy:
małe słońca bez właściciela
w lustrze witryny jestem „ja”,
tylko bez podpisu i daty
uśmiech wisi jak metka ceny
odczepiam go – nie pasuje
miasto oddycha reklamą,
jakby tlen miał kody kreskowe
idę – i idzie mną ktoś inny,
w moich butach, w moich myślach
czas robi mi miejsce w kolejce,
żeby szybciej dojść do końca
a ja pytam ciszej niż kroki:
kto mnie woła, gdy milknę?
jeśli zgubiłem po drodze sens,
to kto go teraz nosi w sobie –
i czy odda, gdy TY zapytasz?
czy tylko zmieni temat na pogodę?
