Bukiet, 12 kwiatów
Błękitną wstążką, kolorem czyichś marzeń.
Poskładane z tak wielu intencji, całej gamy planów,
Wyrażały miłość, pragnienie i przywiązanie.
Było ich dwanaście, mówiły „bądź moja na zawsze”.
Sześć czerwonych róż, one cicho szeptały
Kocham Cię, zależy mi na Tobie skarbie.
Trzy goździki, różowe, czyli dziękuję, że jesteś,
Bez Ciebie to życie jakieś puste jest i cięższe.
Oraz trzy białe tulipany, po nich jakby łza spływała,
Milczały... a jednak słychać było, przepraszam...
Lecz nie poznały nigdy ciepła jej dłoni,
Nie poznały zdobnego wazonu i świeżej wody.
Leżały w śmietniku, blisko ruchliwej drogi,
Obok nich przeszło kilka tysięcy ludzi.
Stały się symbolem ludzkiej tragedii,
Ostatnim świadkiem, niemym pomnikiem
Niespełnionych marzeń, planów i obietnic.
Przykryte cieniem, zapomniane,
Zmięte, zwiędłe przedwcześnie.
Na próżno zerwane.
Pozostają po nich drobne ślady. Przedmioty, gesty, słowa, które miały dotrzeć do czyichś rąk, oczu i serca. Trwają jeszcze przez chwilę, jakby nie wiedziały, że wszystko już się wydarzyło, że wszystko już się skończyło.
Wśród codziennego pośpiechu łatwo je minąć. Leżą cicho na skraju drogi,
nie domagają się uwagi, a jednak niosą w sobie cały ciężar tego, co miało nadejść
lecz nigdy nie nadeszło.
Czasem po człowieku zostaje więcej niż wspomnienie.
Zostają rzeczy, które miały być początkiem rozmowy, wyznaniem
czy przeprosinami. Czekają chwilę dłużej, jakby wierzyły, że wszystko jeszcze może się wydarzyć.
A potem stają się jedynie cichym świadectwem tego, że nie każda droga prowadzi do celu i że "jutro" może się nigdy nie wydarzyć.
