Brza(sk)łon
Brzask wstał, tchnął blask do serc bez win,
Deszcz ciął w takt słów przez wiatr, o głaz,
Ptak wzbił się wzwyż, wiatr niósł go w las,
dzień drżał bez tchu, jak sum wśród trzcin.
Pękł pąk, kwiat trwał, choć wiał znów chłód,
we mgle znikł krzyk, ślad krwi, cień pól.
ptak spadł jak liść; huk, dym i ból,
skok żab wśród trzcin, plusk wód je zwiódł.
Cień drzew, mrok pól, szum traw i mgła,
wiatr grał wśród drzew, świt gnał cień w dal,
wrzask sów, jęk dnia, łza i ślad źdźbła.
Kruk wzbił się wzwyż, gdzie bór, gdzie żal,
znów spadł deszcz z chmur, tam nurt rzek łka.
Znikł czar dnia, zbladł, zgasł wśród wód fal.
