Leśne cienie
Brzask wstał, tchnął blask do serc bez win.
Deszcz ciął w takt słów – gdzie szkwał i głaz.
Ptak wzbił się wzwyż, wiatr niósł go w las.
Dzień drżał bez tchu, jak sum wśród trzcin.
Pękł pąk, trwał kwiat, choć wiał znów chłód.
We mgle znikł krzyk, ślad krwi, cień pól.
Ptak spadł jak liść; huk, dym i ból...
Skok żab wśród trzcin. Plusk wód go zwiódł.
Cień drzew, mrok pól, szum traw i mgła,
wiatr grał wśród drzew, świt gnał dzień w dal.
Padł strzał – zły znak, noc przez las szła.
Kruk wzbił się wzwyż, gdzie bór, tam żal.
Znów spadł deszcz z chmur – to las wciąż łka.
Znikł cień wśród drzew – na twarz padł drwal.
