rozbity kieliszek sumienia
w rodzinnej izdebce szlocha
okiennice, zmęczone deszczem
przymykają powieki chmur
kołyską uśpionych kroków
rozchodzą się głosy
po belkach pachnących ciszą
pełznie wieczorny chłód
sen tuli cienie do ulic
jakby uwierzyć chciał
że siwy uśmiech
silniejszy jest od śmierci
paciorki lamp
sennie brzęczą wokół witryny
milczenie, jak stara wdowa
przędzie pustkę z popiołu godzin
na parapecie stygnie chleb
i dłonie pachnące dreszczem
ktoś jeszcze modli się półgłosem
do okna pełnego zmierzchów
w rozbitym kieliszku sumienia
wyparowało wczorajsze
wspomnienie
dziś tylko zegar
bijąc o kruche ściany nocy
przypomina domowi
że wszystko, co żywe
wymaga pomocy
