ruda tęcza
przez ciepłą noc
senną podaj dłoń
nad skórą ziemi
krajobrazy się rwą
każdy kłos inny
tyle tu lip
gubiących kwiaty
gotyckie falują szramy
tak szybko
znika mi brzeg
ostrza otarte o zmierzch
na czarnych tarczach zegarów
u progu dnia
już pojaśniało
cisza i mgła
spływa do mrocznych jarów
na niebie twym
teatrzyk barw
lubię na niego patrzeć
wyblakłe sny
namiętnie znów
będą się tarzać po dachach
ulepię tęczę
na rudej darni
może tak przetrwa przez lata
