stan miłości
kocham cię
jak ciało boi się snu
w lęku przed rozpuszczeniem
jak sól w ustach oceanu
który nagle przypomina sobie
że był łzą
kocham cię tam
gdzie myśl nie posiada języka
milczy jak zwierzę
z pyskiem pełnym światła
bezdotyk
zmieniający dłonie w popiół
jesteś naciskiem
ciężarem bez bólu
który przesuwa
pod stopami kontynenty
jakby ziemia na chwilę
oddychała moimi płucami
tracąc pamięć kształtu
nie dotykamy się
dotyk byłby zdradą
skróceniem drogi
ta miłość nie ma ciała
ma temperaturę gwiazdy
na sekundę przed kolapsem
gdy światło jest już tylko
formą pożegnania
tęsknię za tobą
jak ziemia za trzęsieniem
nie chce go
lecz tylko wtedy
wie że żyje
bo dopiero pęknięcie
uczy materię
że była całością
kiedy myślę o tobie
kręgosłup zgina się we mnie
nie z pokory
z rozpoznania
jak system
który w samym jądrze kodu
odnajduje błąd
o kształcie twoich ust
to miłość do światła
zanim rozbije się
o pryzmat rysów
pole grawitacyjne
działające
zanim pojawi się ciało
pisałem to
nie znając cię
nie wiedząc
jak mówisz tak
i jak gęstniejesz w drzwiach
teraz
gdy świat wypadł z zawiasów
a ja trzymam w dłoniach
tylko ciężar cienia
stań się
albo pozwól mi
wyryć cię
w instynkcie
od początku
