Koralik za koralikiem...
po jednym, wytrwale, jak biegnie me życie.
To szary i smutny, to lśniący i gładki,
z pieczołowitością strzegę wszystkie skrycie.
-
Przekręcam je w dłoni, lecz liczyć już nie chcę,
rozpieszczam wspomnienia i w sercu je moszczę.
Co jeden mocniejszy, życiem doświadczony,
im dłuższa jest nitka, tym bardziej mi droższy.
-
I wszystkie jak jeden, z niemałą dbałością,
za sprawą młodości, co kiedyś mnie niosła,
dokładnym bilansem liczyłam je przedtem.
Nie rachuję teraz, choć nizam w proporcjach.
-
Niby takie same, a każdy jest inny,
jak życie w przekroju, dzień za dniem oddala.
Wciąż mi nie wiadomo, ile ich nawlekę -
czy nitki nie zbraknie, a może korala...
