Cytryna
w żółtawym kubraczku miąższem wabi kwaśnym.
Korzyści w nim wiele, witamin bez liku,
wszystko, co najlepsze, obejmuje w środku.
-
Pozbywam się skórki, łaknienie się wzmaga,
na pół go przekrajam, potem tnę w plasterki.
Świeżutkie, pachnące, aż sok cieknie strużką,
tę moc cytrynową łakomie pochłaniam.
-
Jest coraz soczyściej, nasycam się smakiem,
z żółtego talarka, jak wampir, sok spijam.
Wyciskam i sączę kropelki złociste,
aż oczy wychodzą z tej kwaśności cierpkiej.
-
Cukier jest tu zbędny, trzeba krzepę poczuć,
co kwasem nabrzmiewa z siłą wodospadu.
Ślinianki się burzą, powstrzymać je trudno,
kilka kropli soku popłynęło resztką.
-
A na samym końcu, może by herbatkę
z plasterkiem cytryny popróbować jeszcze,
delektować chętnie, powoli smakować
w specjalnym wydaniu, takim po góralsku?
