BURZA WYDARŁA SIĘ Z NIEBA
jak zwierzę z rozprutym pyskiem
ryczała jak zarzynane niebo
wygrzmociła dachy
aż domy skuliły się
pod własnym ciężarem
targała wichury za gardła
waliła piorunami
w czarne żebra nocy
deszcz lunął
jakby ktoś rozbił
całe wiadro strachu o ziemię
błysk
przeciął mi oczy
na dwie ślepe połowy
niebo charczało
jakby chciało
wypluć świat
drzewa szarpały korzeniami
ziemia trzymała je
ostatkiem pazurów
przeklinałem tę ciemność
a ona
wchodziła mi pod skórę
chowałem strach
w zaciśniętych dłoniach
i mokrych spodniach
ale burza znalazła go pierwsza
i długo jeszcze grzmiała
moim głosem
