Przedwiośnie
na mokradłach przy zakolu rzeki,
a siwe czaple
cichutko stoją przy brzegu
niedaleko pustelni.
Młody pająk
rozłożył swą sieć
pod drewnianą poręczą schodów,
lecz użyczył ją chwilowo Bogu,
by mógł na niej rozwiesić
krople porannej rosy.
Ptaki od jutrzni aż do komplety
śpiewają nieprzerwanie Psalmy.
Czasami basem wspomogą je
pasące się w pobliżu byki.
Wieczorem nisko w powietrzu
kręci przedziwne piruety
nietoperz ze snu zbudzony.
Dostrzega to wszystko asceta,
a uśmiech subtelny
gości mu na twarzy.
Nie będzie już sam
znów –
aż do zimy!
„Bądź uwielbiony, mój Boże,
także przez tę marność,
którą jestem!
Bądź uwielbiony!”
Modli się tak przy piecyku,
bo wciąż zimne jest jeszcze
przedwiośnie.
