Kadry wspomnień
płyną w wolnym tempie, choć nieco przybladłe.
Czas poszarpał klisze, skruszył chwile drobne,
a ja z sentymentem wskrzeszam je bezradnie.
-
Chwile płyną szybko, smak dzieciństwa został,
skromność w codzienności, jakże radość kwitła.
Beztroskie swawole, w głowie ciągle wiosna,
mamiła nas wdzięcznie, ech, sielanka istna.
-
Na wspólnym podwórku cała nasza zgraja,
jak jedna rodzina, chroniona azylem.
Deszcz, zabawa w błocie w urzeczeniu trwała -
rozrywki nad podziw, a to nie jedyne.
-
Na szyi klucz dyndał - konieczność niemała,
pilnowanie domu, dbałość w obowiązkach.
Gromadka puszczona w samopas od rana,
rodzice do pracy, a ich słowo - rozkaz.
-
Śniadanie wspólnymi siłami robione,
zdobywane w biegu zbiorowym pomysłem.
Pajdy chleba wielkie, na to masła tonę,
jakże smakowite i takie niezwykłe.
-
A najlepsze zgranie tworzył zmierzchu klimat ,
pod księżyca łuną koleżeńska paczka.
I znowu kolejny cudowny dzień mijał…
dziś kartkuję album i wszystko powraca.
