SOS
rzucone ku gwiazdom jak westchnienie duszy.
Pod ciężarem pękło rozgwieżdżone niebo.
Czy błagalną prośbę świat głuchy usłyszy?
Nie, świat nie usłyszy, nie pragnie, nie gotów,
nie usłyszy drżenia burzącego spokój.
Bo łatwiej jest milczeć, niż przyjąć ból obcy,
zostawiając pomoc na pastwę obłoków.
Znowu bezimiennie rozległ się głos cichy…
Nie porusza duszy, nie wzrusza serc ludzkich.
Zimny wzrok krew mrozi, powieki z ołowiu,
gdy wygodny bezruch wtula się w mur chłodny.
Czas zamarł na chwilę, stanął w pół oddechu,
by znów zawirować w spłoszonych obłokach.
Może chciał zatrzymać echo dawnych marzeń,
zanim się rozpłynie w galaktycznych mrokach?
Płynie głos nadziei, coraz bardziej nikły,
jak gasnące światło na skraju istnienia.
Czy ktoś go uchwyci, czy ktoś go ocali?
Nie pozwól, by zniknął w świecie bez imienia.
