Vincent van Gogh maluje z natury
Światło w Saint-Rémy
nie wystarczyło,
by rozgonić ciemności
przyczajone w cyprysach i cedrach,
a nocne niebo zbyt usilnie
przypominało sufit
pomalowany ze strachu
przed samotnością
szpitalnego
pokoju.
Gdy topole,
przy drodze przez wzgórza,
zaczynały płonąć,
wiedziałeś, że nadszedł czas,
wrócić choćby na chwilę.
do przestrzeni
oswojonej.
Wariatom
lepiej nie odmawiać
dostępu do pracy
i świeżego powietrza,
bo mogą tak przemalować świat,
że nie odnajdziemy drogi
do naszych bezpiecznych,
prostokątnych
domów.
