Julian Apostata
Szczerze powiem,
dobrze było wśród pergaminów
i w czasie rozmów
toczonych w cieniu gęstych
cyprysów.
Obcy mi był
zarówno szczęk oręża
na tle wrzasku dobijanych barbarzyńców,
jak i obozowy żargon
legionistów.
Przewrotny los
wiedzie nas czasem drogami,
o których istnieniu
dowiadujemy się dopiero
obudzeni o świcie,
gdy nie ma czasu
ani na pożegnania
ani na przygotowanie
odpowiedniej
mowy.
Cóż w tym dziwnego,
że wolałem naszych bogów,
którzy nie domagali się
od wyznawców wspinania się
na niedosiężne szczyty,
a znając własne przywary,
rozumieli ludzkie słabości
lepiej niż wasz
Galilejczyk.
Chciałbym być zapamiętany,
jako obrońca prawowitej wiary,
bo czym stałby się Rzym
bez ofiar składanych Jowiszowi
i Minerwie?
Pomyślcie tylko,
na jakie bezdroża bezbożności
mogliby nas wyprowadzić
sprytni kapłani obcego
boga.
