Szept motyli
ukryłam swoją niewinność.
Dłoni swobodne zaloty
poczynają sobie coraz śmielej,
a ja nie protestuję i czekam
na drżących motyli falowanie.
Nadstawiam ucho na pocałunki
miękko szeptane, zaskoczona
ich łapczywą pożądliwością.
Wpatrzona w czarne,
hipnotyzujące kręgi Twoich źrenic,
pozwalam byś opadał ku mnie
ramion i ud swoich ciężarem.
Rozkosz spływa szybkim
i niekontrolowanym łez potokiem
po zaróżowionych policzkach.
Nieustannie odkrywam
sinusoidalne krzywizny przyjemności,
zatracam się w rytmie oddechu
i szukam w myślach słów,
którymi mogłabym wielbić
eteryczność tej chwili.
Nie ma na Twoim ciele miejsca,
przez które, nie wędrowałyby
moje palce, usta i oczy.
Ulegam pokusie Twoich bioder
dając kołysać się im do snu.
Drgające skrzydła motyli,
trzepocą zmysłowo pomiędzy nami,
wypełniając sobą rozmarzoną
i senną czasoprzestrzeń.
Zanim świt zmiękczy kontury ciał,
poszukajmy jeszcze raz nocnych motyli.
W ciszy, pomiędzy
pragnieniem a spełnieniem.
Niech dotyk wypełni
upływające minuty,
rozedrgane szeptem motyli.