Próg
jedna podłoga,
inny sposób stawiania kroków.
W salonie zapala się życie jak włącznik,
na krok, oklask i głos —
włącznik nie należy do ściany,
tylko do obecności za ścianą.
Drzwi zatrzaskują się zanim dłoń znajdzie klamkę —
na żądanie wywracają się w stronę sypialni,
pochłaniają ramę i dziurkę od klucza.
Pukam.
„Pierwszy raz” turla się z progu
jak kamień, który wypada z buta —
nigdy nie wróci do źródła,
nie powtórzy tego samego upadku.
Sypialnia ustawia kierunek.
Salon przyjmuje go jak skutek.
Wszystko wraca po czasie —
ale nigdy w tej samej formie.
kamień znów wypada,
lecz w innym kierunku,
zmienia się nachylenie.
Salon i sypialnia.
Między nimi próg —
cienka linia drewna,
linia świata.
Drzwi pozostają te same.
Dopiero w przejściu
ciężar powietrza
staje się skutkiem.
