Pewnym krokiem w niepewność
Są sobą – jak rzeka rzeką,
Dąb dębem. Drogą daleką.
Są, lecz karki swoje gną.
Gną pod ciężarem dnia.
W trudzie nie poznają,
Gdzie nuty prawdy grają –
To dla nich melodia gra.
Gra melodia – cicha, naturalna,
Lecz odbija się od ścian,
Zbyt dużo w nich ran –
A przyczyna jakże banalna.
Banalna, ale jak powiedzieć,
Gdy nie można wprost –
To zbyt duży byłby cios.
Lepiej nic nie wiedzieć?
Światy, wszechświat cały –
Jakże banalny jego głos,
Kto go słyszy wprost.
W nieskończoności swej wytrwały.
Trwa, od początku czasu,
I napisane wszystko już –
Od nicości do czerwieni róż,
Przez dzień i ciemność lasu.
Ziemia pod stopami nasza
Bogatsza bardziej niż,
Gdy spoglądasz wzwyż
Na wszechświat co odstrasza.
Odstrasza wielkością swoją,
Rozpiętością, i jego głąb,
Tyle samo co każdy dąb
Ukrywa pod brązową korą.
A kora, każdy atom, cząsteczka,
Każdy na korze rys
Posiada swój własny zmysł –
I jest jak zawleczka.
Zawleczka, która otwiera
Niezbadany dotąd świat,
Lecz nie starczy lat –
Nigdy nie skończy się era.
Era, tajemnicy i zagadki,
Era ciemności, era snu,
I tylko jedno – zaufać Mu.
On w obyciu dobry, gładki.
