Bombonierka
karmiłeś mnie czekoladą
za słodką, żebym mogła narzekać
i chipsami o smaku pickles,
które miały być okropne
a były fajerwerkiem roku
siedzieliśmy blisko,
jakbyśmy chcieli zawstydzić odległość
zapamiętałam twoje ręce
lepiej niż daty w kalendarzu
i to, że na chwilę
nie bałam się niczego
śnię o tym, że stajesz obok
i trzymasz moją dłoń
ale budzę się z własnym oddechem
i twoim brakiem
który pachnie za daleko
na lustrze tylko kropki
białe ślady po paście,
jak gwiazdy na niebie,
tam gdzie moje usta nie dosięgną,
a dłonie nie zmażą
kocham cię przez przewody
przez piksele
przez opóźnione wiadomości
i czasem czuję, że to za mało
by nie zgubić cię
pomiędzy światem a światem
nazywamy ziemię domem
żeby było nam bliżej
jakby glob mógł się zwinąć
między naszymi dłońmi
jak papierek po czekoladzie
zjedzonej za wolno
żeby chwila trwała dłużej
