Czytanie Walta Whitmana na przedwiośniu
Musiałem znowu
wyruszyć z tobą w podróż,
bo widoki na budzącą się zieleń pól
okazały się zbyt szerokie
jak na moje wiersze,
a pierwsze zapachy wiosny,
nie umiały zmieścić się
w nabożeństwie dnia
powszedniego.
Umiałeś jak nikt
stawać na krawędzi widzialnego świata,
ze wzrokiem skierowanym
na to, co istnieje i śpiewa pieśń prawdziwą,
ułożoną z szelestu liści klonu,
szumu prerii i skowytu
zranionego wilka,
nie tracąc wiary, że drzewa,
osoby i syte niedźwiedzie
nigdy nie staną się
tylko słowami.
Klarowne były
widoki na zagrody i wartkie potoki
w twoich wierszach,
obszernych jak oba oceany,
które spotykały się miłośnie
w niestrudzonym umyśle,
co wytrwale stał na straży
realnego świata,
aby wiewiórka, złota od słońca,
mogła spokojnie schować
zdobyte orzechy.
