Nieporozumienie
Aż brakuje słów – pocałunek
Gorzki jak dobry trunek
A ona – po uszy czerwona
Mało, dwa słowa, a już śpiewa
Mnie to normalnie – sami wiecie
I myślicie – nic nie wiecie
Krew od góry w dół zalewa
A zdanie wypowiem proste
To ona jak te ptaszki ćwierka
Spod oka na mnie zerka
A ja z dołu w górę rosnę
Z westchnieniem na nią patrzę
Tak, i mówię wiersz napiszę
A nią kołysze i kołysze
Niemal na stojąco zasnę
Poniósłbym ją w błękit nieba
Ale właśnie w prawym oku
Tak dla hecy, tak dla szoku
Więcej mówić nie potrzeba
Powiem, bo nic nie wiecie
Że w oko to jej wpada to wypada
I nic nie poradzi, nic nie rada
Tylko coś tam gada, plecie
Że ją szczypie, że ją boli
Że jeden taki chłopak
I tak plącze się wspak, na opak
I nie wiem co lubi, a co woli
Więc się pytam tak normalnie
Co się z tobą dziewczę dzieje
A ona patrzy i się śmieje
Cóż, powiecie, że banalnie
I tak patrzy i patrzy
I mówi wnet jakby oburzona
Że jednak nie, że nie ona
I tak już razy ze trzy
Więc pytam o co chodzi
A ona, że zapomniała – omdlewa
A mnie znów krew zalewa
Tak mnie dziewczę to uwodzi
