Wiersz diamentowy
Które wiatr pogłaskał delikatnie
I choć wielkim poetą nie jest
To na niejedno serce się natknie
Serce co widzi niedostrzegalne
Tam, gdzie wszystko zdaje się banalne
I jest – serce, którego pragnął poeta
I te łzy, które jak ogień – choć to woda
Dla myśli nieznanych – to podnieta
Której zmarnować byłoby szkoda
Bo więcej znaczą niż słów tysiące
I są jak życiodajne słońce
Więc usiadł poeta i z tego strumienia
Rzeki łez, duka wiersz diamentowy
Bez przygotowania, bez natchnienia
Bo do wdzięczności za te łzy niegotowy
Zbyt dużo jak na serce jedno
I słowa marnieją, bledną
Słowa, jasnością łez wypalone
Bledną, marnieją, bo mniej znaczą
Niż te łzy miłością podpalone
Co nie zważają i nie baczą
Na bramę, którą w poecie otworzyły
Jakby same z siebie żyły
Te łzy, ile ich popłynęło rzeką
Ile na ziemię upadło pojąc otuchą
Ile ich jeszcze pod powieką
One natchnieniem jednak – ciszą głuchą
Z której poeci czerpią litera, po literze
Słowa, co więcej znaczą niż pacierze
