Miernota
idzie po świecie zwykły miernota.
Życie go gnębi niczym huncwota.
Wczoraj udręka, dzisiaj Golgota.
Żona zaś jego brzydka dewota,
ciągle futruje starego kota.
Auto, a raczej mdłego gruchota
ma, co się ledwo w drodze trajkota.
Taka to z niego dziwna istota,
w której pół szczura i pół kojota.
W niedziele rosół, a w piątek szprota
je, od początku swego żywota.
Widział raz w Kutnie w spódniczce Szkota
i rzekł ze znawstwem, że to idiota.
Do kobiet jest on w sumie niemota,
chociaż na figle jest w nim ochota.
Lecz jeśli w kogoś gromami miota.
to jest zapewne ważna istota.
Starczy logiki uchylić wrota
zaraz rozbłyska jego szpetota.
Bystrzak nie tańczy przy nim fokstrota
bojąc się, że on użyje błota,
albo publiczność sprawnie omota,
tak by ujrzała w gościu bigota.
Jego błazeństwo, tudzież głupota
są jak do piekła otwarte wrota.
Pryska zwątpienie, mija zgryzota,
gdy obok ciebie stanie niecnota.
Jest niczym ciepła kurtka pilota,
albo na plaży wolna sobota.
Nie ważne Moskwa, czy też Bogota,
przy nim cię minie w mig nadkwasota.
Mnie też, gdy piszę swego bazgrota
przesłanie woła dziarsko „do płota”.
Wszak po lekturze mojego gniota
uznasz swe wiersze za sztuki wrota.
