Ballada o róży
Pod nieba błękitem rozkwitała róża,
Dumna swą pięknością, choć całkiem nieduża.
Deszcze ją zraszały, rozgrzewało słońce,
Wiatr płatki jej pieścił, delikatne, drżące.
To karminowa pani poranka,
Odziana w krople rosy, niby świtezianka.
Tak piękna i czysta w słonecznym promyku
Choć kolce ma ostre, resztę z aksamitu
Zapach jej przyciągał, a urok zniewalał,
Nikt nie śmiał jej zerwać, tak była wspaniała.
Dzieliła się wdziękiem z każdym napotkanym,
W ogrodzie swym sennym, mgłą gęstą owianym.
To karminowa pani poranka,
Odziana w krople rosy, niby świtezianka.
Tak piękna i czysta w słonecznym promyku
Choć kolce ma ostre, resztę z aksamitu
Zgubiła swoje płatki, gdy nadeszła zima
Do ziemi poszła matki - taki mamy klimat,
Śnieg przykrył kwiat kołderką i mróz dookoła.
Czeka, aż znów ją wiosna do życia powoła.
To karminowa pani poranka,
Odziana w krople rosy, niby świtezianka.
Tak piękna i czysta w słonecznym promyku
Choć kolce ma ostre, resztę z aksamitu
15-04-2026
GrzesioR
