żagiew
niedopalone ognisko
na brzegu mgłą okrytego lasu
podsycony resztkami marzeń
które płoną bladym światłem
znów wzbijesz się w powietrze
jak dym nad zimnym porankiem
ale każdy płomień
to tylko złudzenie
które w końcu opadnie
i zostanie popiół
i zgliszcza
w popiele drzemią cienie drzew
szepczące historie dawnych pragnień
a wiatr niesie je nad rzeką
która nie pamięta imion
ani smaku uśmiechu
każda próba zapłonu
to szept liści pod stopami
kruchy, ulotny
jak echo nieodnalezionej wiosny
lecz w pyłach i w ciszy
kryje się ziarnko nadziei
drżące, niewidoczne
czeka na światło, którego nie zna
na ciepło, które nie wróci
i znowu
płoniesz bladym płomieniem
aż pozostanie tylko popiół
aż cisza przykryje wszystko
aż zgliszcza staną się domem
dla pamięci, która wciąż drży
