podróże z chochlikiem cd. Duch gór i urodziny taty
zapraszamy do karkonoskich jarów.
Na klimatyczne, urocze szlaki i ścieżki
które zaprowadzą do góry Śnieżki.
Duch gór tam mieszka Liczyrzepą zwany
potrafi przybrać postać wodnej piany.
Zamieni się w człowieka, zwierzęta, wiatr
spokojny wędrowiec to dla niego brat.
Dzięki niemu bystro płyną strumyki
nie osuwają się nam spod nóg kamyki.
Ale gdy ktoś bardzo mocno go rozgniewa
sprawi, że błyskawice spadną z nieba.
Tym razem Emilka wybrała się w podróż nie tylko z chochlikiem ale także z tatą i mamą.
Tato miał w tym dniu urodziny a że bardzo lubił góry, wybrali się do Karkonoskiego Parku Narodowego.
Wędrowali już jakiś czas podziwiając widoki, wiekowe skały, liczne potoki i roślinność. Dziewczynka złapała tatę za rękaw.
- Tato, tato czy zauważyłeś, że jakiś ptaszek ciągle leci za nami
- Gdzie? –zapytał tata.
- Teraz siedzi na tym wysokim świerku.
- Widzę go, wiecie jak się nazywa ten ptaszek?- zapytał.
-Nie - odpowiedzieli chórem.
To jest podróżniczek, ptak przystosowany do surowego klimatu.
Tak naprawdę był to duch gór, który potrafił zmieniać się dosłownie we wszystko. Magicznym sposobem prowadził ich do chaty zielarza. Kiedy byli już na miejscu ich oczom ukazał się tajemniczy widok, stary zielarz mieszał jakiś wywar w ogromnym kotle. W powietrzu unosił się cudowny aromat ziół. Przywitali się z tajemniczym starcem a podróżniczek usiadł na choince i wesoło ćwierkał.
- Co pan gotuje w tym kociołku? - zapytał chochlik.
- Wywar z jadu żmii z dodatkiem korzeni i wonnych ziół – odpowiedział i popatrzył na tatę – myślę, że akurat ten wywar byłby dobry dla waszego taty.
Tata popatrzył z niedowierzaniem na zielarza.
- No, nie wiem.
Jakimś tajemniczym sposobem zielarz odkrył, że tata Emilki ostatnio chorował, bolał go brzuch i leżał nawet w szpitalu. Dał tacie w prezencie butelkę tej leczniczej mikstury.
- Proszę spróbować i codziennie przed snem wypić łyżeczkę tego wywaru – uśmiechnął się starszy pan – na tych górzystych terenach rośnie mnóstwo ziół, których lecznica moc jest ogromna, to mój prezent urodzinowy.
- Dziękuję.
Kiedy skończyli podziwiać niesamowitą, magiczną chatkę, podróżniczek zaczął ich ciągnąć za sobą pokazując drogę. Faktycznie ściemniało się już i czas było wracać. Ptaszek zaprowadził ich do Pielgrzymów, wysokich skał przypominających wędrowców i zniknął.
Nagle obok nich pojawił się dziwny starzec z kosturem w ręku, był trochę straszny aż cofnęli się zdziwieni a mama podskoczyła do góry ze strachu.
- Żegnajcie, jestem duchem tych gór – powiedział – przyprowadziłem was tutaj byście bezpiecznie dotarli do domu, bo stąd już prosta droga do miasta Karpacz – i zaraz zniknął.
- Ja chyba śnię – powiedział tato.
- Nie tato, uwierzysz w magię gór – zaśmiała się Emilka.
- To były naprawdę czarodziejskie i cudowne urodziny… bo z wami – przytulił mamę i córkę.
