Miłość, tajemnica między światłem a cieniem.
Dlaczego karmisz nadzieją, a poić umiesz trwogą?
Czemu w tej samej chwili podnosisz i łamiesz,
Jak krucha obietnica, którą szeptem kłamiesz?
Miłości — kim jesteś w świetle i w mroku,
Szeptem anioła czy krzykiem w potoku?
Płoniesz jak świeca na ołtarzu serca,
Gasnąc, zostawiasz nas w ciszy bez końca.
Jesteś modlitwą, co drży na ustach,
I łzą najczystszą w ukrytych snach duszach.
Czy jesteś chorobą, co w żyłach pulsuje,
Czy lekiem, co rany po cichu zszywa i czuje?
Dlaczego jak zaraza rozlewasz się w duszy,
A przecież bez ciebie świat w popiół się kruszy?
Budujesz dom z dłoni splecionych nad stołem,
A potem jak burza przechodzisz nad czołem.
W przyjaźni jesteś światłem, w rodzinie — korzeniem,
Lecz czemu potrafisz być także zwątpieniem?
Jesteś w jednym spojrzeniu, w drżeniu powieki,
W milczeniu zbyt ciężkim, co ciąży na wieki.
Sztyletem i plastrem, wojną i zgodą,
Ciszą przed bitwą i serca pogodą.
Powiedz — czy jesteś wyborem czy losem?
Przypadkiem na drodze czy duszy głosem?
Czy to my cię tworzymy z lęku i pragnień,
Czy ty nas prowadzisz przez blizny i łkanie?
Kim jesteś naprawdę — światłem czy cieniem?
Upadkiem bolesnym czy w górę wzniesieniem?
Dlaczego bez ciebie żyć nie umiemy,
Choć tyle razy przez ciebie giniemy?
Miłości — tajemnico między ziemią a niebem,
Krzyżem i skrzydłem, co niesie nas w Ciebie,
Zabierz nas wyżej niż ból i zwątpienie,
Przemień w światło każde cierpienie.
Niech w Twoim ogniu odnajdziemy odrodzenie —
Bo jeśli jesteś Bogiem, naucz nas kochać istnienie.
