Szara koperta
kartka zwinięta w oddechu starych dni.
Pismo drży, to ręka, co już nie ma tonu,
zostawia słowa jak ślad po zgasłych świec.
Na marginesie proste zdania o domu,
o filiżance, co sto razy była ciepła,
o imionach, które echo nosi w sobie,
i o śmiechu, teraz cieniu na podłodze.
Jeśli kiedyś przyjdzie wam otworzyć tę kopertę,
pocałujcie papier, ostatnie moje słowo: bądźcie dobrzy.
Proszę nie płaczcie nad drobiazgami ciszy,
gdy zamknę drzwi, nie szukajcie mojego kroku.
Weźcie forsy na chleb, na listy bez znaczeń,
a resztę wspomnień włóżcie cieniem pod próg.
Zapisuję żal: kto kochał, nie zatrzyma go czas,
tylko mapy pamięci kręcą się jak zegary.
Przepraszam za dni, gdy byłem ciężarem,
niech ta kartka będzie mostem, nie ciężarem.
Zostawiam książkę z zakładką, niech ktoś ją przeczyta,
fotografię, gdzie słońce jeszcze nie znało win.
Zostawiam ciszę, żebyście słyszeli lepiej,
i parę słów, co nie chciały wyjść przed śmiercią.
Jeżeli znajdziecie wiozącą tęsknotę, przemieńcie ją
w czyn prosty: herbatę, rozmowę, rękę na ramieniu.
Nie żądajcie ode mnie bohaterskich mów, jestem tu,
w literze wyblakłej, co mówi: dziękuję i przepraszam.
Na końcu podpis, drżący jak liść w listopadzie,
daty jak krople, które pamięć zbiera z dachu.
Nie zostawiam gniewu. Zostawiam spokój mały, dostępny:
kto pamięta, niech zapali świecę; kto zapomni niech idzie.
Gdy otworzycie … bądźcie dobrzy.
To wszystko.
To wystarczy.
To ja.
