Nocny cień
Półmrok zalewał skwery i ulice,
ucichło miasto upałem zmęczone.
On kroczył bacznie przez noble dzielnice,
gdzie wille murem wysokim strzeżone.
Ciało sprężone, do skoku gotowe,
sunęło cieniem po bruku; zdyszane.
Oczy rzucały spojrzenia nerwowe,
serce waliło jak młotem ciskane.
Znał posmak ciszy, co wiecznie pamięta,
kto był tu winny, choć nikt nie był szczery.
Noc sprzymierzeńcem, gdy cisza napięta,
a wokół straszą ukryte kamery.
Nawet noc ciemna nie da schronu winie,
technika widzi więcej niż sumienie.
