Nocny cień
ucichło miasto upałem zmęczone.
On kroczył spiesznie przez śpiące dzielnice,
gdzie wille murem wysokim strzeżone.
Ciało sprężone, do skoku gotowe,
sunęło cieniem po bruku; zdyszane.
Oczy rzucały spojrzenia nerwowe,
serce waliło jak młotem ciskane.
Znał ciężar winy, co wszystko pamięta,
miał długi indeks przestępczej kariery.
Mrok sprzymierzeńcem; zdradliwa przynęta…
Każdy krok śledzą ukryte kamery.
Nawet noc ciemna nie da schronu winie,
technika widzi więcej niż sumienie.
