Moja królewna (Joanna d’Arc)
Nieświeża już, jednak smętnie urocza
Bo w starość i młodość jak w sen ubrana
I chyba śmiała jak wizja prorocza
Patrzyłaś trwożliwie, może zdziwiona
I nie wiem czy ze szczęścia czy strachu
Tak jak rozpacz aniołów – nieco pomylona
Gdy doświadczają błyskotek w nieba gmachu
Huczało wtedy, pioruny świstały
W niebie złote iskry latały
Biły bębny w myśli struchlałe
Jednak w rojeniu, że żyją – trwałe
I nikt nie skarżył się, że
Wszystko szaleje i wrze
To była miłość, cicha lecz samotna
I w jej głębi mieściło się wszystko prawie
Od czasu, gdzie słów myśl pierwotna
Zaszumiała nieśmiało jak owad w trawie
A ty, czy śniłaś tą miłość, czy tylko myślałaś
W martwej i nieubłaganej pamięci
Tak, że sama w siebie się zlałaś
Rozkoszą światłości jak święci
Huczało wtedy, pioruny świstały
W niebie złote iskry latały
Biły bębny w myśli struchlałe
Jednak w rojeniu, że żyją – trwałe
I nikt nie skarżył się, że
Wszystko szaleje i wrze
