Osiemnastu
Gdzie nocleg znalazła, tam jadła i piła.
Dobro zależało od ludzkiej hojności.
Czasem przyjmowano ją tylko z litości.
Pewien brodaczyna przygarnął niebogą.
Zważał na wiek babci i strudzenie drogą.
Zimna nie zaznała. Nie zaznała głodu.
Przykro tylko było od tęsknoty chłodu.
Nie spała na ziemi. Nie bolały kości.
Lata nie odbiorą jej sercu radości...
Ryby prosto z morza. Ziemniak opiekany.
Ciepło od fajerek. Gospodarz kochany.
Opowieści snuła o synu tak drogim...
Raz statkiem wyruszył. Ślad zaginął po nim.
Z Ferdynandem w podróż dookoła świata.
Ni widu, ni słychu. Będzie już trzy lata,
Jak wypływał z portu w San Lucar... Żegnała
Jedyne swe dziecko, jakiekolwiek miała.
Kiedy był malutki, do serca tuliła.
Nie żyli dostatnio. Bieda wtedy była…
Ale, kiedy Krzysztof umarł w szóstym roku,
Coraz biedniej było. Od roku do roku...
Po ojcu została ta ciekawość świata.
I kompas, i mapy… Tak mijały lata...
Gdy na ochotnika szedł do Magellana,
Z wieczora powiedział… Wypłynęli z rana.
Mieli ruszyć z jednej, wrócić z drugiej strony.
Zła wieść w kościach ćmiła. Przeczucie matczyne...
- Mamo! - rzecze w końcu. - Myślałaś, że zginę?
Oniemiała nagle stara kobiecina. - Juan to ty?
- Osiemnastu się ostało... Z całej naszej floty!
Wróciłem do domu! Zastałem dom pusty…
Począłem cię szukać… Znalazłem trzy chusty…
Gdzieżeś się podziała? Umarłaś? Porwali?
- Synu! Przeciem żywa! Krew w żyłach aż pali.
Jakąż radość czuję! Znalazłam cię w końcu!
I rozpromieniała jak skąpana w słońcu...
I on brodę zgolił. Rzucił myśl żałobną.
Wór goździków wyjął i perłę ozdobną!
- Ziemia jak ta perła... I daleka droga!
W skarby bogate lądy i ogromna woda.
Przytulił się ramieniem. Uniósł wzrok do nieba...
- Tato! Będzie lepiej! Nic nam już nie trzeba.
*Krystyna Szmygiel*
06. 06. 2021
