Freya ma wiele imion
z morza znów się wynurza.”
— Edda poetycka (Völuspá)
powietrzem pól,
ani chwili, gdy dom rozpadł się
w szybach obcych miast.
Od tamtej pory idę ścieżką między światami —
jak Freyja wędrująca bez świątyni,
niosąca w sobie popiół tęsknoty.
Na szyi mam niewidzialny krąg,
wykuty w obietnicy,
której nie da się zdjąć.
Miasta uczą mnie nowego imienia i
żadnego nie wypowiadają tak,
jak robił to dom.
Z każdą łzą uczę się odwagi,
ze stratą — łagodności dla własnego serca.
Bo nawet boginie płaczą złotem,
gdy szukają tego, co zostało za horyzontem.
Dom nie zawsze jest miejscem powrotu.
Czasem jest mapą, która nie zgadza się z drogą,
albo pieśnią, którą pamiętam, gdy śnię,
szeptem starszym niż wiatr: „należysz”.
Boginie nie wracają do domu —
one tworzą go z pamięci,
aż staje się miejscem, gdzie są.
