Powietrze bez granic
Promienie słońca pląsały,
skrząc się czerwienią —
ich zapach uczył powietrze
lekkości.
Wreszcie oddychałam.
Spojrzenia ludzi
nie miały ciężaru.
Ich obecność
nie zamykała drzwi.
Spokojne rytmy
osiadały we mnie.
Wreszcie oddychałam.
Zsunęłam z ramion mrok
jak zbyt ciasną skórę
Przeciągnęłam ciszę
na swoją stronę.
Odnalazłam ciche poranki,
wieczory bez zasłon.
Wreszcie nadeszła —
bez świadków,
bez pośpiechu —
ta, którą wyśniłam.
