Kadr z nocy (Rozdzielenie)
Deszcz uderzał o bruk jak bębny
ostatecznego wyroku.
— Czy to już koniec? — wyszeptała.
Łzy zmieszały się z deszczem na policzku.
Ulica na chwilę przestała oddychać.
Mgła ugięła się pod kształtem,
który powoli przybrał ludzkie kontury.
Nieruchome sylwetki
zamknęły się wokół nich
jak krąg zimnych ostrzy.
Strach stał się luksusem,
którego nie mieli
Deszcz mieszał się z krwią nadziei.
Miasto, które ich chroniło,
zacisnęło się wokół nich
jak pięść.
Ostatnie spojrzenia,
krzyk,
zapach nadchodzącej pułapki.
Czyjeś dłonie brutalnie rozdzieliły ich palce.
Miłość, która zaczęła się od błędu,
ginęła w brutalnych rękach miasta —
rozerwana jak skrzydła motyla.
A deszcz długo jeszcze szukał
ich dłoni na bruku…
