Uprzejmość
tylko odsunąłeś krzesło
ciszej niż zwykle.
Stałam naprzeciw
z filiżanką w dłoniach,
podaną komuś,
kto nie pije herbaty.
Twoje oczy były uprzejme.
Nie zostawiały siniaków —
Mówiłeś o czasie,
o tym, że „może kiedyś”,
jakby „kiedyś” było miejscem,
do którego można kupić
bilet w jedną stronę.
Echo powtarzało Twoje imię
coraz ciszej i ciszej,
aż w końcu wybrzmiało jak moje.
Najpierw nauczyłam się
chodzić bez odpowiedzi,
potem oddychać bez nadziei,
a na końcu
zamykać drzwi najdelikatniej,
jak potrafię.
I tylko czasem jeszcze
sprawdzam,
czy nie wróciłeś
po tę filiżankę.
