Spotkanie
i czymś,
czego w jej świecie nie dało się nazwać.
Był młody,
ale w jego oczach
mrok miał stały adres.
Był w nim ruch, który
nie znał wahania
Spojrzenie zostawiało ślad.
Zrobił krok w jej stronę.
Tylko jeden.
Ale wystarczył,
by nie było powrotu.
— To się źle skończy.
— Nie powinnaś tu być.
Świat zatrzymał się w półoddechu.
Patrzyli na siebie
spojrzeniem, które cofało rozsądek
o pół kroku w głąb.
Noc przyjęła ich bez alibi —
bez słów,
bez granic.
Ona — marmur w ruchu.
On — rdzawy ogień ulicy.
Świt odbił cień tamtej chwili
