Jeszcze wróci?
po śniegu puszystościach tylko ślad pozostał.
I znowu pojesienna wstydliwość odkryta,
zmarszczonych kałuż lustra i nagi drzewostan.
-
Czasem wiatr poswawoli, z przytupem zatańczy,
to z deszczem poflirtuje, jak panisko jakieś.
A niebo takie zwiędłe, przygniecione chmurą,
z zimowym konwenansem zupełnie na bakier.
-
Gdzieś po kątach się snują kiełki niemiłości,
zagubione w uczuciach, sycące się mrokiem.
To wina tej niezimy, co uśpiła duszę,
skruszyła namiętności w niemocy głębokiej.
-
Świąteczna białość znikła, bałwan zgasł w agonii.
I pomyśleć, że zima w pełnym jest rozkwicie.
Złych godzin niepewności pustoszą nam oczy,
a wokół bylejakość w pelerynie lichej.
