Od wiosny aż po jesień
miłosne świergoty jakże pięknie grały.
Najpierwsze marzenia, wspólnie układane,
melodią podzięki nuciły chorały.
-
Zalśniły obrączki, jak słoneczny promień,
z grawerem promesy miłości do końca.
I takiej na zawsze, co nigdy nie spłonie -
codzienności prozą dało się ją związać.
-
Czas liczył dekady, nie spłoszył uczucia,
choć niekiedy wicher tarmosić chciał życie.
Po wiośnie ni śladu, już jesień cień rzuca,
tęsknotą łka dusza, wspominając skrycie.
-
Cóż nam pozostało - wskrzeszać piękne chwile,
cieszyć się porankiem, co nas co dzień wita.
Dziękczynność się mości i wciąż miłość żyje,
sentymentem wspomnień przewija się klisza…
