anhedonia
Złowrogo spogląda dzień nienastały jeszcze
Uśmiecha się złowieszczo zacierając ręce
Jak kat tuż przed egzekucją o świcie
Czarne słońce spogląda na skraju horyzontu
Nie mogąc dogadać się z księżycem
Ten chcąc być niemym widzem
Nie pozwala mu dnia szarego rozpocząć
Uparcie tkwi na niebie burym
Gwiazdami otoczony ciekawskimi
Spoglądam na to wszystko przez piwniczne okno
Tuż nad ziemią wystające
Z kamiennego muru życia zmęczonego
Serce krwawi żółcią nieprzebraną
Ściekająca rzeka wspomnień
Spływa strumieniem do kanalizacji
Przez nikogo nie powstrzymywana
Co było nie wróci
I nie nastanie co być miało
Powoli światło gaśnie
Cisza nastaje

Wiersz Miesiąca
Zaloguj się, aby móc zagłosować na Wiersz Miesiąca.