o laryngologu i sylwestrze
atakują organy mocą huraganu
mnożą ciemnobrązowe znamiona
tworzą alfabet jak pismo sznurkowe
u plemion inkaskich bez klucza
na rentgenie biała wstęga przebiega
wzdłuż lewego płuca
kaszel przewyższa szybkością
dynamiczny bieg znany u geparda
w afrykańskiej sawannie
na dwie godziny przed tradycyjnym
noworocznym toastem
prawe ucho straszy czerwonym nalotem
opuchlizna dręczy obolałe skronie
lodem odpędzam wrogie szczepy
krewnych wrednego paciorkowca
w haftowanej białej pościeli
śnię o andyjskiej wyprawie
tam gdzie wznosi się miasto
w chmurach z uratowaną
tkanką miejską i obserwatorium
papugi drą się niemiłosiernie
powtarzają sprośne wyrazy
których brak w słownikach
poprawnej polszczyzny
i kastylijskiego w drugim obiegu
w gabinecie notatka o pacjentce
w stresie bez wyraźnych dolegliwości
odwiedzam internistę alergologa
brak dostępnych kuracji na stres
pozostaje laryngolog
w uchu zamieszanie płukanie
trzy strzykawki w ruchu
rdzawa substancja uwalnia się
jak posklejane strupki
słuch uratowany
uspakajające tabletki działają
prześwietlenie wskazuje
na urazy w kręgach szyjnych
konieczna rehabilitacja
jedna lekarka wyzwala
proces uzdrawiana organizmu
zapisy plamiaste niegroźne
jaka stąd nauka
obrażony Sylwester
zaniechaniem tradycji
wytrawny szampan
mrozi się w lodówce
a pucharek pusty
Bożena Joanna
Styczeń 2026
