Brzemienne niebo Tatr...
Upiorne stado kruków czarnymi skrzydłami
obsiadło chmur zwaliska. Pod kopułą nieba
wiją się złote węże złowieszczych błyskawic,
brzegi górskich potoków wypełnia ulewa.
Rysy wychylone spod czarnej zasłony
zda się, przeciw chmurom nieopatrznie płyną,
jakby z jądra prawieków żywiołem wyrwane
miały runąć niebawem w przepastne głębiny.
Z bliska piorun uderzył fioletem rozbłysku.
Grom pierś lasu rozszarpał, kilka jodeł płonie.
Huragan drzew zranionych wyrywa korzenie.
Łzy deszczu opłakują martwe karczowisko.
A kiedy wicher rozwiał karych chmur tabuny,
słońce ciepło rozsiało zebrane z błękitów.
Serce gór bije życiem, jakby nic się nie stało,
bo w Naturze od śmierci silniejsze jest życie.
