Pocztówka z Podhala...
już zgasł
ostatni słońca promyk
w poświacie zórz zachodnich
gdy wieczór dojrzewa
na kamienne pejzaże
pod kopułą nieba
spłynęła cisza
zmilkły górskie lasy
pogrążone we śnie
nawet wiatr rozwichrzony
w ich objęciu drzemie
gdzieś od hal w późny wieczór
zapach ziół się niesie
jak oddech Ziemi
na nocnym niebie
gwiazdy rozkwitły złociście
wiatr zimne lica głazów
ust muśnięciem pieści
zbudzone drzewa nucą
dawnych borów pieśni
a gwieździstą balladę
noc milcząco śpiewa
purpurą zapłonęły
wschodnich Tatr iglice
niczym krwawe rubiny
w błękitnych obrzeżach
u ich stóp
hal zroszonych zielony kobierzec
zdobiony diamentami
słonecznych prześwitów
jakżem wdzięczny wam Góry
Tatry ukochane
za wzruszenia, łzy czasem
szczęściem serca bicie
kiedy odejść mi przyjdzie
duszą pozostanę
