Tatrzańskie reminiscencje
śniegową zawieją
brzeg lasu obielił
w białe czapy przyodział
świerkowe korony
przystanął górski potok
jakby zadziwiony
kryształowym witrażem
niedawnej kipieli
srebrnolica kurzawa
tchnieniem wichrów gnana
niczym wprawna rzeźbiarka
dziewiczej natury
w widmowym blasku szczytów
płonących purpurą
wyrzeźbiła na graniach
śniegowe falbany
pośród sinych obłoków
księżyc zawisł krwawy
pełzający niepokój
tkwi w niemym bezruchu
tylko cienie się ścielą
złudne
niczym duchy
po lodowych zwierciadłach
pięciu górskich stawów
widok
aż dech zapiera
wzmaga serca bicie
kiedy iglice wierchów
powoli się złocą
strząsając ku dolinom
szare resztki nocy
i słońce się wynurza
spoza gór o świcie
za oknem
roziskrzony dojrzewa poranek
w kominku
już ostatni wątły ogień płonie
w swoich dłoniach zamykam
twoje małe dłonie...
w dolinie pełnią życia tętni Zakopane
