Ona...
Patrzę jak rankiem w ogródku
biegnie przez rosy ścieżyną,
jej bose, zroszone stópki
zda się nie biegną, a płyną.
W miłosnej jestem rozterce,
bo ciało jej przeurocze.
Tylko kamienne ma serce,
tylko błysk śmierci w jej oczach.
Śmierć ją spełnieniem nasyca.
Słowa zamienia w toksyny
odkąd poczęła swe życie
w znanych morderców rodzinie.
W struchlałej puencie dopowiem,
choć w gardle jeżą się słówka:
Jej chłód przenika mnie mrowiem!
Na szczęście to tylko
mrówka.
