Nic mi do tego
Rodzina, praca, dążenie do celu,
Nigdy nie robił nikomu nic złego,
Lecz wciąż powtarzał, że nic mu do tego.
Kiedy za ścianą krzyki jakieś słyszał
Sąsiad bluzgami swą żonę uciszał,
On okno domknął pokoju swojego,
Mrucząc pod nosem: Ech, nic mi do tego.
Starzec na mrozie leżał nieprzytomny
Może pijany, lub tylko bezdomny.
On go ominął, nie zwolnił dla niego,
Myśląc z pogardą: Wszak nic mi do tego.
Widział bandytów, jak biją przechodnia
Mógł krzyknąć głośno, ale strach go oblał
I pobiegł szybko do domu ciepłego,
Bo uznał w duchu, że nic mu do tego.
Aż nagle karta losu się odmienia,
Brakuje chleba, brakuje schronienia.
Dom strawił ogień, nie ma już niczego,
Wybiegł w rozpaczy do tłumu wielkiego.
„Ratujcie!” – wołał - "Pomóżcie biednemu"
Lecz nikt nie pomógł poszkodowanemu.
Usłyszał wyrok od miasta zimnego:
„Radź sobie bracie, nam też nic do tego”.
Tu krótki morał ciśnie się na usta,
Raz szklanka pełna, innym razem pusta,
Gdy zła nie widzisz, jesteś częścią jego,
Więc nigdy nie mów, że nic ci do tego.
GrzesioR
4-12-2025
