podróże z chochlikiem cd. W Tatrach
To nasze góry, piękne, dumne Tatry.
Po skałach śmigają zwinne kozice
nie straszne im deszcze ani śnieżyce.
Nad Morskim Okiem, przystanek - stołówka.
Jak tu smakuje zwyczajna parówka?
Kubek herbaty, w ręku pajda chleba
No, powiedz bracie, co jeszcze ci trzeba?
Ktoś ma gitarę, zbieramy się w koło
Ładną piosenkę nucimy wesoło.
Gwiazdy na niebie świetliście mrugają
Zmęczone głowy do snu się układają.
Pewnego dnia zawitali do Zakopanego, miasta u podnóża Tatr.
-Jesteśmy w górach, jesteśmy w górach, będziemy skakać po białych chmurach – wesoło podśpiewywała Emilka.
-No i z czego tu się cieszyć – odpowiedział naburmuszony chochlik -na pewno spadnę z takiej lekkiej chmurki!!!
-Zawsze marudzisz – zaśmiała się dziewczynka – a później trzeba cię szukać bo nie chcesz wracać do domu. Popatrz lepiej na białego misia, chodź zrobimy sobie z nim pamiątkowe zdjęcie.
A potem, główną ulicą, która nazywa się Krupówki udali się w stronę górskich szlaków prowadzących nad Morskie Oko. Na północy rozciąga się łagodne pasmo Gubałówka a na południu góruje Giewont.
Założyli wygodne, sportowe buty i żwawo wyruszyli po nowe przygody, podziwiając rozciągające się widoki. Po drodze dołączyli do wycieczki szkolnej, która również szła nad Morskie Oko.
-Chodźcie z nami – zaprosiła ich przewodniczka grupy.
-Z przyjemnością – odpowiedzieli, bo już im się trochę nudziło bez wesołego towarzystwa.
Wspólnie z dziećmi wspinali się coraz wyżej i wyżej. Naraz do ich uszu dotarł spory huk.
Spokojnie moi kochani – uspokoiła ich przewodniczka – odgłos, który słyszycie to znak, że zbliżamy się do
Wodogrzmotów Mickiewicza.
-A co to są te Wodogrzmoty, proszę pani? – przekrzykiwały się dzieci.
-To wodospady z których spływająca woda z łoskotem rozbija się o głazy, stąd nazwa – odpowiedziała pani Ania.
Kiedy dotarli już nad wodospad ich oczom ukazał się niesamowity widok. Spieniona woda wyglądała jak białe obłoczki.
- Och, jak tu pięknie – zachwycali się głośno.
- Odpoczniemy teraz tutaj, zrobimy kilka pamiątkowych zdjęć i pomaszerujemy dalej - zarządziła przewodniczka.
W tym czasie gdy wszyscy podziwiali kaskady nasi ciekawscy podróżnicy podeszli bliżej skał i zauważyli małą grotę. Wcisnęli się tam i spotkali w jaskini małego smoka ale nie był to zwyczajny smok to był SMOK ZACZAROWANY!!!
- Czemu siedzisz tu zupełnie sam? – zapytała Emilka.
- Siedzę tu sam bo w dzień jestem zwinną ale płochliwą kozicą i uciekam przed ludźmi, a tak lubię dzieci – powiedział smutno. Nocą w ciemnej grocie zamieniam się w smoka i wtedy ludzie boją się mnie, uciekają z krzykiem gdy tylko mnie zobaczą. Dlatego siedzę tu cichutko i przyglądam się im – uśmiechnął się leciutko.
-Jak masz na imię – zapytał smoka chochlik.
- Teodor, mam na imię Teodor.
- Słuchajcie, musimy wracać do grupy bo zaraz wyruszamy nad Morskie Oko i mam taki pomysł – powiedziała dziewczynka – pójdziesz Teodorze z nami.
- Jako zwinna kozica będziesz szedł wzdłuż szlaku razem z nami i będzie to nasza, wspólna wędrówka a na postojach będziemy sobie miło gawędzić.
Jak pomyśleli tak też zrobili, zaczarowany smok jako kozica towarzyszył im aż do doliny Rybiego Potoku.
Nad jeziorem musieli się jednak rozstać i Emilka podarowała Teodorowi magiczny dzwoneczek.
- Ja mam taki sam i kiedy poruszysz dzwoneczkiem, mój także zadzwoni na znak naszej przyjaźni.
Dzyń, dzyń, dzyń.
