Piechur II
Szosa się wije, jak wąż udławiony,
A w głowach pustka, mózgi spocone.
Zamiast wizji, reklamy migocą,
Codzienność dusi, lecz dzielnie kroczą.
Widok z okna? Szarość i bloki,
Nikt nie zauważył, że w trawie kroki...
Słońce maluje, wiatry grają,
A oni śpią, w snach się zatracają.
Ego wznosi się, balon napuchły,
Chcą być bogami, choć wielce lichy.
Pojednanie? Śmiechu warte słowa,
Z własnym sumieniem wiecznie się chowa.
Z góry ktoś patrzy, z brodą i w chmurach,
Wyciąga rękę, w złocie, purpurach (?).
Przebacza wszystko, mimo upadków,
Widząc w oczach strach, pośród wrzasków.
W bagnisku grzęzną, z błotem na twarzy,
Modlą się głośno, by ktoś zauważył.
Krzyczą o ratunek, z nadzieją w sercu,
Że drogę odnajdą, w Wiecznym Wierszu.
~ Pióro Amora ~
© XXIII.VIII.MMXXV