w pustej hali nieba
pył opada niebieski
południe jest dzisiaj upalne
nadjeżdża orszak królewski
ściany pamiętają dłonie
jeszcze nie ostygły piece
wiatr po podwórzu rozwiewa
z pamięci wypalone świece
i tylko niebo nad aulą
coraz czerwieńsze od żaru
ciemność rozsypuje martwe
pragnienia milczącego żalu
noc nie przychodzi cicho
skrzypi w stalowych kratach
niesie popiół w kieszeniach
jak listy bez adresata
komina pion spopielarni
wygina się ponad głowami
opadając kruszynami tynku
cóż do mnie szepczesz…
- mój synku?
stoję pod pustym niebem
i słyszę jeszcze przez chwilę
jak z czarnych ścian krematorium
odpada twe własne imię
