Bozia
nad tym, kiedy ten czas zleciał - wgłąb z pozoru biernego
obserwatora opiewam w coraz większą refleksję gdzieś wewnątrz
w akompaniamencie tego samego, co wokoło jest ze mną
Te same świecące pustki w drodze do kościołów
przypominają mi, że Bozia wciąż mnie wyciąga z kłopotów
natury egzystencjalnej - a wśród nich jest życie w chandrze mozołów
które opanowałem w swych powrotach z pracy do domu
Ludzi jak na lekarstwo na ulicach, które kradły, to co teraz smartfon
a gdy przyjdzie starość, to powie do nas po imieniu jak na złość
więc nie trudno mi teraz tak na poczekaniu zgadnąć
że czas dotknie tych niedotkniętych tą wirtualną z katastrof
Nie warto wycierać kurzu ze wspomnień, by do nich powrót musiał przyjemnie boleć
wystarczy że chodzę po wydeptanych ścieżkach powolnym wciąż krokiem
nawierzchnia zmieniana w marcu, by ukryć ślady kroków, i resztę wspomnień
już mieć tylko w głowie z czasów, gdy tamten asfalt roztopiło słońce
W spacerze tu i teraz odkurzona przeszłość zastała widok na przyszłość
a to potęguje z przekonań, że czas płynie za szybko
strawiony czas zjadałem na miejscu, a nie na wynos
dlatego z Bozią na szyi oraz w sercu, nie walczę z arytmią
Młodzieniec idąc nierównym krokiem marzy by być stoikiem i słucha
jak człowiek w podeszłym wieku pielęgnuje w sobie młodego ducha;
Głowa dorosłością skażona, lecz umysł nie zardzewiał wśród spraw
tak licznych w epizody raz po raz, które nagie należy w słowa ubrać
