Abba Mojżesz, a ja ciągle w piachu...
a w nim mych grzechów po brzegi.
Sypią się na ziemię strumieniem
jak rzeka szerokim.
Nie widzę ich,
bo przed sobą
mam na szyi zwieszony
maleńki woreczek,
a w nim grzechy bliźnich.
Piasku marne ziarenka
sypią się ledwo, ledwo...
Boże mój, Boże Jedyny!
Dlaczego jestem wciąż ślepy?
Dlaczego widzę grzech innych,
a swego dostrzec nie chcę?
Czyż mało mi miejsca
w pustelni?
Czy źle mi tu
w kącie wszechświata?
Po co mnie diabeł niesie,
bym sądzić chciał
swego brata?
Czyż jest ktoś,
kto by pierwszy,
kamieniem mógł rzucić
uczciwie?
Czy mógłbym ja wówczas
spojrzeć na siebie
z czystym sumieniem?
Boże mój, Boże Jedyny!
Tylko o jedno Cię proszę:
dodaj mi łaski i siły,
bym miłować potrafił
– nie sądzić!
"Pewien brat w Sketis zgrzeszył; zwołano zebranie i posłano także po abba Mojżesza, ale nie chciał przyjść. Ponownie kapłan posłał do niego wezwanie: Przyjdź, bo cały lud na ciebie czeka. Wstał więc i poszedł, ale wziął dziurawy koszyk, napełnił go piaskiem i poniósł na plecach. Ci którzy wyszli na jego spotkanie, zapytali go: Ojcze, co to znaczy? Odpowiedział im starzec: Moje grzechy sypią mi się za plecami, ale ja ich nie widzę, a przychodzę dzisiaj sądzić cudze winy. Kiedy to usłyszeli, nic już nie powiedzieli tamtemu bratu, ale mu przebaczyli."
"Apoftegmaty Ojców Pustyni. Tom 1. Gerontikon", Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2007.
Pokój Wam, Kochani!
Pokój Wam! 🕊
