Niczym w Jabboku
rzepak, Słońce,
a dziś kałuże w chodniku.
Słowa nie chcą
rozpłynąć się,
ani ulecieć z wiatrem
hen za horyzont.
Poeci siedzą
pod dębami,
lecz świata nie widzą.
Wolą wymyślać nowe,
jakby to zmienić coś mogło.
Tymczasem ze wzgórza
w pobliżu Melsungen
spływa w dół deszczowy potok.
A w nim kamyczki,
piasek i liście.
Prędko im do rzeki.
Mnie zaś wystarcza woda
w dziurze obok przyczepy,
w której zanurzam stopy
łażąc tam i z powrotem.
